Dzieciom z edukacji domowej się nie należy!

Dzieciom z edukacji domowej się nie należy!

Wszystkie dzieci w Polsce objęte są obowiązkiem szkolnym: dzieci w szkołach publicznych, dzieci w szkołach niepublicznych, jak również dzieci w edukacji domowej. Każde z nich musi być zapisane do placówki oświatowej i być przez nią klasyfikowane, każde musi realizować podstawę programową. Pieniądze, które pochodzą z podatków obywateli, a którymi Ministersto Oświaty zarządza, mają realizowanie tego obowiązku umożliwić – jednak tylko niektórym dzieciom. Ministersto Edukacji Narodowej zadecydowało w ostatnim czasie, iż dzieci z edukacji domowej należy potraktować inaczej.

Nowe rozporządzenie

Wraz z nadejściem nowego roku nowy rząd wprowadził szybką i niezapowiedzianą zmianę dotyczącą edukacji domowej, która wstrząsnęła całym środowiskiem. Pisała o tym prasa, internet, mówiło o tym radio. Postanowiłam napisać i ja – mama edukująca domowo. Mama, która aktywnie wraz z innymi rodzicami tworzy lokalną społeczność rodzin ED.

22 grudnia, przed samymi świętami Pani Minister Edukacji Narodowej wydała rozporządzenie w sprawie podziału subwencji oświatowych. W rozporządzeniu tym subwencje na edukację domową zostały zmniejszone o 40% w miastach, a na terenach wiejskich aż o około 60%.

Otrzymaliśmy 10 dni, bo rozporządzenie wchodziło w życie 1 stycznia, aby dostosować się do nowej rzeczywistości. Szkoły musiały od razu przekalkulować budżet, który był wcześniej zaplanowany na cały rok szkolny.  W moim miejscu zamieszkania mamy regularnie spotykającą się grupę rodzin ED, działającą pod parasolem szkoły. Nasze dzieci korzystały z zajęć dodatkowych, które szkoła organizowała. Ja jestem koordyntorem tych działań. Wybieraliśmy się na dłuższą przerwę świąteczną, po której wszystko miało wrócić do stałego, rocznego planu. Nagle musiałam powiedzieć dzieciom i rodzicom, że tego, co było, już nie ma i nie wiadomo, jak będzie …

Szkoły ponoszą mniejszy koszt związany z dziećmi edukacji domowej

MEN argumentuje swoją decyzję stwierdzeniem, iż szkoły nie ponoszą równoznacznych kosztów na dzieci w edukacji domowej z dziećmi, które na co dzień do szkoły uczęszczają. Stwierdzenie wydaje się być prawdziwe, jednak tylko pozornie. Rzeczywiście szkoła nie ponosi takich samych kosztów, jednak subwencje nie są jedynym strumieniem środków finansowych, jaki szkoła otrzymuje na ucznia. Państwowe placówki dostają dodatkowe środki z samorządów terytorialnych, a szkoły niepubliczne czesne płacone na każde dziecko przez jego rodziców. W edukacji domowej rodzice biorą na siebie główny ciężar edukowania swoich dzieci, więc nie ma ani czesnego, ani funduszy gminnych, jakie dostaje szkoła, zostaje jedynie subwencja oświatowa. MEN stwierdza, iż należy ją zmniejszyć.

Inna kwestią natomiast są zadania szkoły wobec dzieci ED, na które te pieniądze powinny być przeznaczone. Tutaj muszę przyznać Ministerstwu rację: sprawa subwencji kierowanych do szkół na dzieci w edukacji domowej wymagała regulacji. Potrafię zrozumieć obniżenie środków, biorąc pod uwagę istniejące do tej pory przepisy. Zakres zadań szkoły wobec uczniów ED nie był proporcjonalny w stosunku do otrzymywanych na ich realizację sum. Dlatego dzieci w edukacji domowej stały się niezłym kąskiem dla niektórych placówek. Mając tego świadomość, rozumiem reakcję Ministerstwa. Natomiast nie mogę zgodzić się ze sposobem rozwiązania zaistniałego problemu, ponieważ jest krzywdzący dla dzieci. Czy taka sytuacja oznacza, iż nie mają one potrzeb edukacyjnych? Zamiast odciąć finansowanie, należałoby dopilnować, iż jest ono prawidłowo realizowane, w myśl dobra dziecka i jego edukacji.

Mocno niepokojący jest też towarzyszący tej nagłej zmianie komunikat ze strony Ministerstwa, a mówiący o tym, iż w przyszłości te środki zostaną zredukowane jeszcze bardziej (aż do 10% ), co miałoby znaczące, negatywne konsekwencje dla istnienia i funkcjonowania edukacji domowej w naszym kraju.

W oczekiwaniu na dobre rozwiązania

Zabranie środków, które według pani Minister miało rozwiązać sprawę nadużyć, odbiło się przede wszystkim na dzieciach, więc nie jest dobrym rozwiązaniem. Zmiany powinny mieć na celu ulepszenie, wzmocnienie danej dziedziny, a nie odcinanie jej możliwości rozwoju i doprowadzenie ostatecznie do jej wygaszania. Obecne rozporządzenie wylało dziecko z kąpięlą. Uważam, że zamiast niesprawiedliwej redukcji środków, należy dać szkołom prawne możliwośći oraz zobowiąząć je do tego, aby wydawały je zgodnie z potrzebą oraz specyfiką takiej formy nauczania, jaką jest edukacja domowa.

Pomimo krzywdzącego rozporządzenia usłyszeliśmy deklaracje wsparcia dla edukacji domowej. Chcąc wierzyć w ich prawdziwość, czekam rezultatów rozmów z naszym środowiskiem, które rozpoczęły się w styczniu spotkaniem z samą szefową MEN. W wyniku tego spotkania powstała grupa robocza – jest to grupa wyłonionych ze środowiska rodziców i osób działąjących na rzecz ED, która regularnie spotyka się z przedstawicielami Miniesterstwa w celu wyproacowania dobrych rozwiązań dla edukacji domowej. Jestem osobiście zaangażowana w te przedsięwzięcia. Oczekuję pozytywnych zmian. Jednak ostatecznie będziemy mogli ocenić działania Ministerstwa po podjęciu przez nie konkretnych kroków, o czym nie omieszkam Was poinformować. Obecnie  edukacja domowa funkcjonuje jakby w zawieszeniu, nie mając jasności, jak będzie wyglądać nasza sytuacja od września nowego roku szkolnego.

edukacja domowa

Źródło: https://men.gov.pl/ministerstwo/informacje/edukacja-domowa-spotkanie-z-rodzicami.html

Spodobał Ci się tekst? Podziel się z innymi...
Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest
0Share on Google+
Google+
0Email this to someone
email